Panoptyka Facebooka

Kolejną fazą będzie przekazanie komputerom także naszej świadomości, Marshall McLuhan, 1964

Nasza optyka przeszła w niedługim okresie trzy niezwykłe rewolucje. Pierwszą był odświeżony przez Michaela Foucault benthamowski pomysł idealnego więzienia, w którym nieliczni obserwują licznych (strażnik umieszczony na szczycie wieży obserwujący więźniów w prześwitujących celach rozmieszczonych na planie koła). System ów nazwano panoptycznym. Jednak media masowe postawiły społeczeństwo przed odwróconą możliwością – oglądania nielicznych przez licznych. Przykładem będą tu czytelnicy bulwarówek namiętnie śledzący życie celebrytów. Dla tego systemu ukuto również stosowny termin synopticonu1. Dopiero Internet, który zburzył dyssymetrię między nadawcą a odbiorcą, umożliwił w pełni trzecią rewolucję, której sednem jest tryb: wielu ogląda wielu. Jesteśmy częściej podmiotami niż świadkami tej epoki, a jej podstawowe narzędzie stanowią tak zwane portale społecznościowe. Rzecz jasna omówiony niżej Facebook nie był pierwszym i ciągle nie jest jedynym, niemniej zasługuje na uważną analizę nie tylko ze względu na zasięg lecz także z uwagi na intensyfikację rozmaitych zjawisk. Moda, często podawana motywacja do założenia konta na popularnym fejsie2, przynosi jedynie częściowe wyjaśnienie jego istnienia i jego totalności.

Czym jest Facebook?
Mówiąc o networkingu, zbyt jawnie utożsamiamy go z networkingiem biznesowym. W artykule Andreasa Wittela przedrukowanym w czasopiśmie Kultura Popularna3, pada porównanie FB do średniowiecznego jarmarku, bo tak jak on, Facebook służy wymianie. Ostrożnie formułowałbym taką hipotezę, ponieważ jest to ograniczona perspektywa ekonomiczna. Jarmark służył handlowi – o jakim handlu możemy mówić w przypadku Facebooka? O personal brandingu? O handlu danymi użytkowników? O sieciowym marketingu przepływów?

Jestem zdania, że ów serwis społecznościowy zachował komunikacyjny sens i zrodził się przede wszystkim z palącej potrzeby intensywnego, globalnego komunikowania się i komunikowania siebie.

Mimo że rozpatrujemy niewątpliwie organizm sieciowy, jaki z definicji wykracza poza tradycyjnie pojmowane czas i przestrzeń, chcę odwołać się do teorii Q. Jonesa, wskazującego na rolę wirtualnego MIEJSCA. W myśl jego koncepcji Facebook byłby szczególną wirtualną osadą, którą wyznacza poziom interaktywności, różnorodność komunikujących się, wspólna publiczna przestrzeń (w przypadku FB będzie to między innymi tablica oraz czat), a także poziom utrzymywanego uczestnictwa (to jest wielokrotne komunikowanie się z grupą; tak zwany aktywny użytkownik Facebooka)4.

Uważam, że powyższe rozumowanie jest wystarczające z medioznawczego punktu widzenia.

Wielki wybuch cyfrowy
W badaniach nad społeczeństwem usieciowionym coraz chętniej stosuje się metodologię etnograficzną, spychając na margines właśnie perspektywę komunikologa bądź medioznawcy. Musimy rozważyć, co było prawdziwą iskrą, która zainicjowała rozwój portali społecznościowych. Nasze pytanie powinno zatem uzyskać następujące brzmienie: dlaczego użytkownikom sieci przestały wystarczać strony www, blogi, czaty, fora dyskusyjne czy inne serwisy wymiany informacji/plików? Nasuwającą się mimowolnie odpowiedzią jest h y b r y d a. Ewolucja programowania wytworzyła kanały przyśpieszające integrację kanałów wytworzonych wcześniej i podobnie jak pierwsze telefony komórkowe zostały wyparte przez smartfony/iphone’y, tak nowa hybryda (portal społecznościowy) wyparła poprzednie. Natomiast pytanie, dlaczego Facebook zdetronizował dotychczasowego króla tej przestrzeni, czyli portal MySpace, to całkiem odmienna debata5.

Informacja, czyli nowy węgiel
Jednym z protoplastów dzisiejszej optyki były programy typu reality show. Można by sądzić, że Wielki Brat został nam zaszczepiony bezrefleksyjnie i z tej przyczyny sami chętnie poddajemy się emocjom podglądania oraz bycia podglądanymi. Ale reality show odznaczał się dobrowolnością uczestnictwa, zatem nasza potrzeba widoczności musiała istnieć nieświadomie znacznie wcześniej. Facebook nie zaprowadził wobec tego rewolucji, lecz ułatwiły ją wyłącznie środki komunikacji, czyli media. Istnym przewrotem jest natomiast skala. Marzenie Marka Zuckerberga, by wszystko i wszyscy znaleźli się na Facebooku, jest przy aktualnych możliwościach technicznych, a także stopniu usieciowienia społeczeństwa jak najbardziej realne. Właśnie aspekt ludzki staje się dla nas najistotniejszy.

Face to Facebook
Kim są użytkownicy Facebooka i jaką sieć tworzą? Czy można mówić tu o rzeczywistych więzach, czy bardziej o stykach, nieregularnych, spontanicznych przepływach? Gdyby pójść w ślady mcluhanowskiej (choć nie tylko mcluhanowskiej) teorii ekstensji zmysłów człowieka przez media, zauważymy, że portale w rodzaju Facebooka bądź Naszej Klasy służą głównie trzem celom społecznym:

– przedłużeniu znajomości istniejących w „prawdziwym życiu” (utrzymanie/intensyfikacja kontaktu);

– przedłużeniu znajomości, które istniały w przeszłości (odnowienie kontaktu);

– przedłużeniu znajomości, które istnieją w rzeczywistej wirtualności6 (nawiązanie kontaktu/ewentualnie przeniesienie kontaktu w przestrzeń pozawirtualną).

Bez wątpienia największe zastrzeżenia wzbudzi przestarzałe sformułowanie „prawdziwe życie”, gdyż dla członków sieci sfery wirtualności oraz realności straciły na znaczeniu, a wręcz przestały być odróżniane, jednakże takie epitety służą celowemu zobrazowaniu niepełności komunikacji zdominowanej przez wizualność. Nie byłoby bowiem Facebooka czy Naszej Klasy, gdyby nie wspomniany Wielki Brat, czyli ten, który widzi – tkwi on w nas całkiem naturalnie, odwołując się do ludzkiej potrzeby bycia widocznym. Ta potrzeba, niczym funkcja fatyczna języka, w niektórych przypadkach wydaje się być nawet bardziej nagląca od samej potrzeby budowania sieci kontaktów.

Pragnienie ekspresji, pragnienie popularności, pragnienie pozytywnej autoprezentacji – czy to agenda ważności przeciętnego Facebookowicza? O ile Foucault dostrzegał w samej widzialności (w sensie bycia wystawionym na widok) zagrożenie, szczególną pułapkę, o tyle portal społecznościowy odsłania przed nami dodatnie fragmenty życia w społeczeństwie informacyjnym, w nieustannym peepshow i czyni to skutecznie do tego stopnia, że sami chętnie zmieniamy status swojej egzystencji z prywatnego na publiczny. Istniejemy, ponieważ widzą nas inni. Stajemy się przezroczyści, bo to ułatwia towarzyskość, zaś nadal istniejąca bariera wirtualności minimalizuje negatywne skutki bliższych relacji. Co więcej potrafimy poddać się autokontroli, jak chociażby poprzez aplikacje lokacyjne (Facebook Places), tyle że z naszej perspektywy przestaje to być formą kontroli, albowiem jest własnowolne.

Jeżeli więc wszyscy mogą wiedzieć o nas wszystko, a nawet mogą łatwo uzyskać informacje o miejscu naszego aktualnego pobytu, to czy nie mamy tutaj do czynienia z dekompozycją społeczności plemiennej? Z pewnością Facebook stał się potężnym organizmem, który ma potencjał zostania istną globalną wioską, lecz istnieją dwie poważne przeszkody dla jej urzeczywistnienia. Przede wszystkim w Internecie, jak też w większości nowych mediów, prym wiedzie modalność wizualna, co nie jest cechą organizacji plemiennej, w której podstawą jest kontakt słuchowo-dotykowy7. Również sami członkowie portalu nie chcą się taką wioską w dosłownym znaczeniu stać. Dlaczego? Dlatego, że nie wszyscy chcą być widoczni dla wszystkich. Jedną z cech wyróżniających Facebooka na tle konkurencji są ustawienia prywatności, a więc możliwość decydowania, komu i jakie wiadomości zostaną udostępnione. W strukturze serwisu wyraźnie widać potrzebę dzielenia się treściami wyłącznie ze ściśle określoną grupą. Przykłady zwolnień z pracy za opinie wygłaszane na FB albo za nieobyczajne zdjęcia to wybrane przesłanki, dla których w masowości musi pozostać miejsce na ekskluzywność/anonimowość. Analogicznie zresztą globalizm winien uwzględniać lokalność.

Schizmy
Mówimy o tym, że Facebook został trzecim państwem świata ze swoją ponad 500-milionową społecznością, lecz zapominamy o tym, że miliardy ludzi konta na FB wciąż nie posiadają. Sądzę, że to efekt schizmy, a przynajmniej spadku, jaki pozostawiło odchodzące społeczeństwo masowe, a nie tylko czarnej listy w Chinach bądź słabej infrastruktury państw Trzeciego Świata8. Te nierówności koncentrują się na prostej regule: brak komunikacji = alienacja. Ale jest to tylko echo innej nierówności, mianowicie rozziewu między opóźnioną kulturą a wyprzedzającą ją, migawkową cywilizacją. Ten rozziew dotyczy zarówno państw nisko rozwiniętych (zwłaszcza technologicznie), jak i wysoko rozwiniętych (bo i tam kultura nie nadąża za galopem telekomunikacyjnym). A sieć, która ma tendencję do nieograniczonego wzrostu, będzie paradoksalnie owe schizmy pogłębiać.

Nowa ekonomia
Facebook oznacza śmierć tradycyjnej reklamy. Pisząc „tradycyjna” mam na myśli chociażby „wyskakujące okienka”, których skuteczność często jest odwrotna do zamierzonej. Nie oznacza to jednak końca reklamy w ogóle. Informacyjny kapitalizm zaczyna uwzględniać czynnik kulturowy, w tym niechęć do reklamy zbyt silnie ingerującej w publiczno-prywatną działalność członka sieci9.

Badacze, tacy jak Howard Reinhold czy Manuel Castells, wykazują pewne zbieżności między formami i sposobami komunikacji społeczeństw wirtualnych z rzeczywistymi. Cyberprzestrzeń jest bowiem tak łatwo modyfikowalna, że można ją dostosować do własnych potrzeb, przez co każdy użytkownik albo grupa tworzy swoiste minikultury oraz minirynki. To wielkie przeniesienie życia realnego do Internetu może skutkować tym, iż reklamodawcom nie tylko będzie łatwiej docierać do potencjalnych konsumentów, lecz głównie tym, że producenci będą musieli wytwarzać dla konkretnych odbiorców zindywidualizowane na niespotykaną dotąd skalę produkty (od koszulek z kultowymi w danej grupie sentencjami, po książki pisane na zamówienie).

Nowy porządek?
Wydaje się, że współczesny lęk przed śmiercią staje się lękiem przed byciem niezauważonym. Jak jednak wyjaśnić amerykański oversharing (przesadne dzielenie się z innymi własnym życiem)? Media niczym mantrę powtarzają słowa współtwórcy Facebooka, Marka Zuckerberga, który uznał, że „prywatność przestała być normą”. Istotnie Facebook zmienił nasze postrzeganie oraz doświadczanie wielu społecznych zjawisk. Serwis generuje porządek osadzony na globalnym usieciowieniu kontaktów, niskiej hieratyczności, partycypacji w ogólnym funkcjonowaniu oraz stosunkowo niskim stopniu ingerencji sektora komercyjnego (głównie reklam). Znakiem naszych czasów jest niezwykła równoległość, jaka zachodzi między wirtualną osadą a realnym życiem społeczeństw – nowych społeczeństw, które przekazują komputerom nie tylko swoje myśli, ale i znaczną część swej przedłużonej przez media egzystencji.link

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s